Chude grubasy

dieta 1200 kalorii

Siłowni mówią nie. Rower uważają za przeżytek, a rolki za stratę czasu. Nie przykładają wagi do zawartości talerza, mówiąc „przecież jestem szczupła”. Jak ognia unikają plaży i basenu, wiedząc, że takie środowisko im nie sprzyja. Za to bezlitośnie obnaża oponki na brzuchu, wiszące pośladki i uda z celulitem. Kim są chude grubasy tłumaczy Maja Tomczyk dietetyk sportowy i doktorantka w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, autorka portalu
zywieniewsporcie.com

Chudy grubas, to możliwe?

Od kilku lat media i internet promują modę na szczupłą sylwetkę. Kult ciała powoduje, że „właściwy” rozmiar staje się prawie obowiązkiem. Wszyscy wiemy, że zdrowy wygląd wymaga poświęceń, zmiany świadomości w zakresie jedzenia i zmobilizowania się do aktywności fizycznej. Pewnie, że chciałybyśmy wyglądać jak gwiazdy ze zdjęć, ale nie wszystkim wystarcza determinacji, aby się za siebie zabrać. Często marzenia zderzają się z rzeczywistością, a my dostajemy wybór – możemy poświęcić czas na ruch i prawidłowy talerz lub – najprościej mówiąc – nie dojadać.

Skinny fat – dość niedorzeczna nazwa.

Faktycznie jest mało szczęśliwym określeniem, które natychmiast powoduje zdumienie. Mijając na ulicy skinny fat, bez zastanowienia powiemy, że jest szczupła. Mało kto zdaje sobie sprawę, że posiadaczka takiej sylwetki unika aktywności ruchowej i koncentruje się na ograniczaniu dziennego zapotrzebowania na niezbędne składniki odżywcze, aby prawidłowo funkcjonować.

To problem?

Sylwetka skinny fat daleka jest od dobrej. W okolicy brzucha, na bokach i udach zbiera się tłuszcz. Taka osoba pozbawiona ubioru wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażamy.

Jednak szczyci się, że jest szczupła.

Tak, jest szczupła i tak właśnie na pierwszy rzut oka wygląda. Mankamenty obnaża dopiero plaża lub basen. Skąpa odsłona przyjmowana jest ze zdziwieniem, jesteśmy podkorowo przekonani, że jeśli szczupła to w kierunku fit. Natomiast w tym przypadku mamy dokładnie to, co dotyka osoby otyłe, tylko oczywiście w wersji mini.
magazynkobiet.pl - Maja Tomczyk fot. arch. prywatne - Chude grubasy

Obrasta w tłuszcz, głodząc się?

Zauważa to dopiero po czasie. Ułatwia sobie zadanie, decydując się na niedojadanie. Obniża kaloryczność, je mało wartościowe jedzenie w myśl zasady, że im mniej, tym lepiej. Rozumując, że skoro na talerzu ma mało, to nie ma potrzeby katowania się w klubie fitness.

Kiedy zaczyna się obniżona kaloryczność?

Myślę, że na poziomie 1500-1600 kilokalorii dziennie. Badania obaliły teorię, że diety w granicach 1200 „kalorii” są idealne. Niestety, wciąż jeszcze walczymy z dawnym sposobem myślenia, w którym niska kaloryczność jest kluczem do sukcesu. Ten plan mają na siebie nie tylko panie, zdarza się, że również mężczyźni wolą taki deficyt, zamiast ruszyć się sprzed telewizora i wygodnej kanapy.

Znalazłam cateringi dietetyczne, które mocno namawiają do 1000 kalorii.

1000-1200 kalorii rozumiemy jako wartości podstawowej przemiany materii, niezbędne w stanie leżenia i odpoczynku, bez jakiejkolwiek aktywności. To minimum zapotrzebowania dla naszego organizmu, aby przeżyć. Zdarza się, że odchudzający się z zaskoczeniem przyjmują fakt, że w skali całego dnia nie uda się uniknąć ruchu. Takim będzie nawet wstawienie naczyń do zmywarki czy spacer do toalety.

W pracy za biurkiem 1000 również będzie za mało?

Wszystko zależy od szeregu czynników. Na dobór odpowiedniej diety składają się masa ciała, wzrost, wiek, tryb życia. Uśredniając, pani „z brzuszkiem” pracująca umysłowo, powinna dostarczać z dietą około 2000 kilokalorii.

Chude grubasy wywodzą się z modelingu?

Z pewnością modeling i media odegrały znaczącą rolę. Historie połykanych wacików i jednego jabłka dziennie wcale nie są wyssane z palca. Kreowany kult piękna powoduje, że wiele z nas zaczyna ślepo za nim podążać, mając przed oczami ideał z pierwszych stron gazet, który w rzeczywistości wygląda odrobinę inaczej – dzięki oświetleniu, ustawieniu i pracy grafika.

Skinny fat widzi różnice?

Wszystko jest kwestią osobowości. Zdarzają się panie, które nauczyły się dopasowywać własne lustrzane odbicie do promowanego ideału. Często nie widzą różnicy, zdarza się, że krytykują zarysowane mięśnie w typowo sportowej sylwetce. Bywają takie, którym całkowicie nie zależy na tym, aby ciało było wymodelowane. Mają swój wzorzec bycia szczupłą i twardo się go trzymają. Ostatnia grupa wyraźnie dostrzega, że coś jest nie tak, ale brakuje determinacji i woli do zmiany.

Je mało i co potem?

Długie utrzymywanie stanu niedojadania powoduje przede wszystkim konsekwencje zdrowotne. Dlatego coraz częściej mówi się w sporcie o względnych niedoborach energetycznych. Gdy dostarczamy mniej energii w stosunku do zapotrzebowania naszego organizmu, ten powoli zaczyna zwalniać. Z automatu produkcja hormonów tarczycy staje się mniejsza.

Właśnie, kogo nie zapytasz, choruje na tarczycę!

W części przypadków ma to związek z podejściem skinny fat. Z drugiej strony przekonałam się, że panie, które nie dojadały, a ćwiczyły intensywnie, musiały zasięgnąć pomocy endokrynologa. Kolejnym niebezpieczeństwem takiego stylu życia są złamania zmęczeniowe. Najczęściej występują u zawodowych sportowców i osób, które w ramach rekreacji spędzają na treningach wiele godzin. Zdaniem naukowców ma to bezpośredni związek z niedojadaniem. Niedobory energetyczne rzutują tak naprawdę na cały organizm. Wiadome jest, że mogą również upośledzać funkcje układu odpornościowego, sercowo-naczyniowego czy syntezę białek mięśniowych.

Jaka jest ulubiona liczba kalorii skinny fat?

Obawiam się, że poniżej 1000.

Jedno ciasteczko owsiane?

Myślę, że dwie sałatki i mały batonik w ciągu dnia. Restrykcje, jakie sobie narzuca, powodują jednocześnie zmęczenie, senność, zawroty głowy. Dodatkowo musimy zdawać sobie sprawę, że zaburzenia hormonalne to nie tylko tarczyca. Doprowadzają do rozchwiania cyklu menstruacyjnego, co w perspektywie długofalowej może utrudniać zajście w ciążę.

Chuda, a wszystko wisi…

Skóra z wiekiem i brakiem prawidłowego odżywiania traci elastyczność. Początkowo nie jest to widoczne, ale z czasem zwisy zaczynają się rzucać w oczy.

Nie je, a tkankę tłuszczową ma.

To właśnie fenomen naszego organizmu. Gdy nie otrzymuje wystarczająco dużo energii, natychmiast nastawia się na tryb oszczędzania. Przygotowuje się na ciężkie czasy, kumulując tłuszcz w różnych okolicach ciała.

Kumulacja nie ma końca?

Najbardziej istotne w tym przypadku są niedobory. Niekorzystna zmiana będzie widoczna natychmiast, oponki zaczną się powiększać. Zdarza się optymistyczny scenariusz, gdy spowodują niepokój i staną się argumentem do zmiany. Nie da się funkcjonować w takim modelu odżywiania przez długi czas. Taka osoba czuje się źle – psychicznie i fizycznie.

Chude grubasy
Rate this post

Polacane:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *