Waris Dirie – nomadka z krwi i kości

warris-dire
fot. Aga Taukert Photography

Międzynarodową sławę zdobyła pracując jako modelka, którą została za sprawą przypadku. Z powodzeniem i dużym zaangażowaniem od lat toczy walkę z praktyką rytualnego obrzezania dziewczynek, której w wieku 5 lat została poddana w Somalii. Waris Dirie – autorka bestsellerowej powieści biograficznej i główna bohaterka filmu „Kwiat Pustyni”, prowadząca wędrowny tryb życia nomadka, na miejsce jednego ze swoich przystanków wybrała Trójmiasto.


Byłaś top modelką i ambasadorką ONZ, jesteś pisarką, Prezesem Fundacji „Kwiat Pustyni” i wychowujesz dzieci. Zdarza Ci się spojrzeć w lustro i powiedzieć „Osiągnęłam sukces!”?

Gdybym jeszcze miała czas, żeby patrzeć w lustro i rozmawiać sama ze sobą… Jestem z siebie zadowolona. Codziennie widzę efekty mojej, a właściwie naszej pracy, naszej walki. Bez mojej Fundacji „Kwiat Pustyni” nigdy bym tego nie osiągnęła. To daje mi energetyczny zastrzyk i motywację do dalszego działania. Moja rodzina również dodaje mi bardzo dużo siły. Dzieci są bardzo wyrozumiałe i pomagają mi na co dzień, przede wszystkim w obowiązkach domowych.


Rozpoznawalność zawdzięczasz pracy jako modelka, którą zostałaś za sprawą przypadku – spotkania w Londynie ze znanym fotografem, który dostrzegł w Tobie piękno i zaproponował współpracę. Historia jak z bajki i marzenie wielu dziewczyn. Czy mimo to zdarzały Ci się w życiu chwile, kiedy żałowałaś tego spotkania? Chciałaś, aby Twoje życie potoczyło się inaczej?

Faktycznie, Terence Donovan zaczepił mnie w McDonald’s, gdzie wtedy pracowałam. Powiedział, że będę świetnym materiałem na modelkę. Początkowo wydawało mi się to szalone, ale spróbowałam. Potem wszytko potoczyło się już bardzo szybko. To prawda, że praca modelki i przez to rozpoznawalność pomogły mi potem w prowadzeniu i promocji mojej Fundacji. Nie żałuję w swoim życiu niczego. Oczywiście, czasem bywam rozczarowana, ale to mnie nie deprymuje. Wiem, że ciężką pracą osiągnę wszystkie swoje cele.


Młoda imigrantka z Afryki wchodzi na światowe wybiegi i prezentuje kreacje od największych projektantów. Co pomogło Ci w przejściu z jednego świata do drugiego?

Było wiele czynników, które mi pomogły, ale chyba najważniejszym byli ludzie, których spotkałam na swojej drodze. Mam w życiu bardzo dużo szczęścia, przede wszystkim do ludzi.


Praca modelki przyniosła Ci popularność, ale zdecydowałaś się zakończyć karierę i poświęcić walce z obrzezaniem kobiet. Jesteś zadowolona z tego, czego dokonałaś czy częściej myślisz o tym, jak wiele wciąż jest do zrobienia?

I to i to. Jestem zadowolona, że jako pierwsza rozpoznawana osoba wyciągnęłam problem FGM (ang. female genital mutilation, tłum. okaleczanie kobiecych narządów płciowych – przyp. red.) na światło dzienne, że udało nam się razem z moją Fundacją „Kwiat Pustyni” przeprowadzić wiele projektów wspierających walkę z FGM, czy też że dzięki naszej aktywności tak wiele osób i organizacji podziela nasze działania i się w nie angażuje. Jednak naszym głównym celem jest wyeliminowanie FGM raz na zawsze i w tej kwestii jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia.


W maju premierę miała Twoja książka „Safa. Nie okaleczajcie mnie”. Jest to poruszająca historia afrykańskiej dziewczynki, którą udało się uchronić przed obrzezaniem dzięki podpisaniu umowy z jej rodzicami. Uważasz, że to dobry sposób na rozwiązanie problemu okaleczania dziewcząt?

Zdecydowanie! Projekt „Ocal mały Kwiat Pustyni”, którego pierwszą uczestniczką jest Safa, jest jak na razie naszym największym sukcesem w bezpośredniej walce z obrzezaniem dziewczynek. Widoczne są już też efekty w społeczeństwach, w których projekt jest przeprowadzany. Świadomość wielu miejscowych ludzi na temat FGM zmieniła się pod wpływem prowadzonych przez nas tam warsztatów edukacyjnych. Coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę z tego, że FGM jest jedynie zbędnym okrucieństwem dokonywanym na niewinnych dziewczynkach i powodującym okropne powikłania w przyszłości. Tych ludzi po prostu trzeba edukować.

Jednak celem projektu jest nie tylko ocalenie dziewczynek przed okaleczeniem ich narządów płciowych, ale również zapewnienie im dostępu do edukacji i opieki medycznej. Kobiety są „kręgosłupem” Afryki i one mogą przyczynić się w największym stopniu do rozwoju kontynentu. „Ocal mały Kwiat Pustyni” jest projektem długofalowym, którego rezultaty będą widoczne przez wiele lat.


Trwa kampania „Ocal mały Kwiat Pustyni”, której jesteś ambasadorką. Zaangażowało się w nią kilku znanych Polaków, m.in. Justyna Kowalczyk, Omenaa Mensah i Martyna Wojciechowska. Na czym polega akcja?

Jak już wspomniałam, w ramach projektu „Ocal mały Kwiat Pustyni”, zapewniamy dziewczynkom integralność cielesną, dostęp do edukacji oraz opieki medycznej.

Rodzice podpisując umowę z Fundacją „Kwiat Pustyni” zobowiązują się do niepoddania ich córki okaleczeniu oraz niewydania jej za mąż dopóki nie osiągnie ona pełnoletności. Przymusowe małżeństwa, a właściwie sprzedawanie córek mężczyznom, którzy często mogliby być ich dziadkami jest, niestety, wciąż codziennością w wielu krajach Afryki. Rodzice nie robią tego, bo nie kochają swojego dziecka, lecz dlatego, że potrzebują pieniędzy. Po podpisaniu w ramach projektu umowy z rodzicami, Fundacja zapewnia rodzinie pokrycie comiesięcznych kosztów wyżywienia i uregulowanie opłat za szkołę, w związku z czym nie muszą oni wydawać swojej córki za mąż, żeby związać koniec z końcem. Ponadto rodzice są zobowiązani do udziału w warsztatach informacyjnych na temat FGM.

Chciałabym jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wsparły naszą kampanię w Polsce!


Pochodzisz z Somalii, masz obywatelstwo austriackie, brałaś udział w pokazach w wielu krajach na całym świecie. Wędrowny styl życia leży w Twojej naturze?

Czasami wydaje mi się, że chciałabym już osiąść w jednym miejscu, ale kiedy tego spróbuję zawsze tęsknię za tymi podróżami i pracą w wielu miejscach. Tak, jak pisałam w „Liście do matki. Wyznaniu miłości”, kiedy jestem w Afryce tęsknię za Europą, moją pracą, przyjaciółmi, stylem życia. Natomiast będąc nieprzerwanie przez dłuższy czas w Europie, tęsknie za Afryką, za rodziną, krajobrazami, smakami… W końcu jestem nomadką z krwi i kości!


Mogłabyś mieszkać w wielu miejscach na świecie, ale zdecydowałaś się zamieszkać w Polsce, kraju który powszechnie uznaje się za mało atrakcyjny dla osób, które osiągnęły międzynarodowy sukces. Dlaczego Polska i dlaczego Gdańsk?

Dla mnie Polska jest bardzo atrakcyjna! Kiedy pierwszy raz pojechałam z moją managerką i jednocześnie najlepszą przyjaciółką, Joanną Jasik, w jej rodzinne strony, czyli do Trójmiasta właśnie, byłam totalnie zauroczona Bałtykiem, pięknem Gdańska, serdecznością Polaków. Pomimo, że zderzyłam się później kilkukrotnie z brakiem tolerancji, to uważam, że Polacy są jednym z najprzyjaźniejszych narodów, z jakimi miałam do czynienia.


Co najbardziej podoba Ci się w naszym kraju i w Trójmieście? Masz tutaj swoje ulubione miejsca?

Uwielbiam Bałtyk. Chętnie spaceruję z moimi dziećmi brzegiem morza czy po molo w Sopocie i tamtejszym deptaku. Często wybieramy się też na rodzinne przechadzki wzdłuż ulicy Bohaterów Monte Cassino. Latem bardzo lubimy spędzać czas aktywnie, np. na przejażdżkach rowerowych, łyżworolkach czy biegając.

Kiedy potrzebuję pobyć sama, zebrać myśli, jadę nad Motławę. Natomiast kiedy mogę wyjść na spotkanie z przyjaciółmi, najchętniej wychodzimy do jednej z kawiarni przy ulicy Długiej w Gdańsku, która ma dla mnie w sobie coś takiego magicznego. Uwielbiam obserwować tam przechodniów popijając kawę.

Ogólnie rzecz biorąc, w Polsce najbardziej podoba mi się gościnność Polaków. Uwielbiam Waszą kuchnię. Oczywiście sama niewiele potrafiłam na początku przyrządzić, ale mama mojej przyjaciółki Joanny, Mieczysława Michalska, którą nazywam również moją „polską mamą” często dla nas gotuje i rozpieszcza nas przepysznymi potrawami. Najbardziej lubię barszczyk czerwony, pierogi i zupę ogórkową. Poza tym „mama” nauczyła mnie pić kawę parzoną. To jest dopiero rewelacja! Uwielbiam ją!

Mieczysława pomaga mi w wychowywaniu dzieci, zajmuje się nimi, kiedy mnie nie ma w domu lub muszę zajmować się wystąpieniami, pisaniem, wywiadami… Jest takim moim Aniołem Stróżem. Wiem, że przy niej moje dzieci są pod najlepszą opieką. To dzięki niej w największej mierze czuję się w Polsce jak w domu. Joanna i Mieczysława są naszą najbliższą europejską rodziną.


Jesteś rozpoznawana na trójmiejskich ulicach czy możesz czuć się całkowicie swobodnie?

Często jestem rozpoznawana. To oczywiste, Trójmiasto nie ma wielu czarnoskórych mieszkańców. Jednak ludzie nie krępują mnie. Jestem przyzwyczajona do bycia rozpoznawaną, a ludzie, których spotykam na co dzień są bardzo mili i traktują mnie już jak jedną z nich.


Jest coś, czego nie potrafisz zaakceptować u Polaków albo coś, co szczególnie w naszym stylu życia i mentalności Ciebie zaskoczyło?

Jak już wspomniałam, kilka razy spotkałam się z brakiem tolerancji i zamknięciem w polskim społeczeństwie. Były to jednak jedynie sporadyczne sytuacje i poza tym mam tylko dobre wspomnienia związane z Polakami. To serdeczny i pracowity naród. U mnie w Fundacji pracuje również kilka osób z Polski.

Mogę jednak powiedzieć co najbardziej lubię w Polakach: lojalność! Jeśli Polak nazwie Cię swoim przyjacielem, to jesteś nim na śmierć i życie.


Jakie są Twoje najbliższe plany? Będziesz kontynuować wędrowny tryb życia czy planujesz zapuścić korzenie w jednym miejscu na dłużej, np. w Trójmieście?

Zdecydowanie będę kontynuować wędrowny tryb życia. Nie zamierzam ustępować w walce z FGM, a to wiąże się z nieustannymi podróżami. Fundacja „Kwiat Pustyni” posiada biura w 12 różnych państwach, prowadzimy liczne działania, projekty. Nie ma mowy o zwolnieniu tempa!

Życzę powodzenia i sukcesów w realizacji postawionych celów. Dziękuję za rozmowę.

 


magazynkobiet.pl - waris dirie1 190x300 - Waris Dirie - nomadka z krwi i kości

fot. Aga Taukert Photography

Waris Dirie (imię „Waris” w języku somalijskim oznacza „pustynny kwiat”) urodziła się w 1965 roku w nomadzkiej rodzinie w Somalii. Kiedy miała 13 lat, będąc pod presją małżeństwa z dużo starszym mężczyzną, którego wybrała dla niej rodzina, uciekła z Afryki. Ostatecznie trafiła do Londynu, gdzie pracowała jako sprzątaczka. W wieku 18 lat została zauważona w McDonald’s przez znanego fotografa i tak rozpoczęła się jej kariera supermodelki. W jednym z wywiadów wyznała, że jako dziecko, w wieku 5 lat została obrzezana. Dzięki temu nagłośniła problem FGM i zainteresowała nim opinię publiczną. Została Ambasadorem Specjalnym ONZ ds. Eliminacji FGM. Za swój wkład w walkę z okaleczaniem dziewcząt otrzymała wiele nagród i wyróżnień. Jest pisarką i Prezesem Fundacji „Kwiat Pustyni”.

Waris Dirie – nomadka z krwi i kości
Rate this post

Polacane:

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *