Sezon kleszczowy w mieście – dlaczego park i osiedlowy trawnik bywają groźniejsze niż las?

Sezon kleszczowy w mieście - dlaczego park i osiedlowy trawnik bywają groźniejsze niż las?

Wystarczy popołudniowy spacer z wózkiem, godzina na kocu w parku albo zabawa dziecka na osiedlowym trawniku, by wrócić do domu z niechcianym pasażerem. Kleszcze już dawno przestały być problemem wyłącznie leśnym – świetnie radzą sobie tuż pod blokiem, między ławką a klombem róż. A skoro miejska zieleń jest dziś częścią codzienności milionów kobiet, warto wiedzieć, kiedy ryzyko rośnie i jak nie dać się zaskoczyć.

Kleszcze nie patrzą w kalendarz

Jeszcze dekadę temu odpowiedź na pytanie o sezon kleszczowy brzmiała prosto: od maja do września. Dziś te ramy są już nieaktualne. O aktywności tych pajęczaków decyduje bowiem nie kalendarz, lecz temperatura i wilgotność. Kleszcze wychodzą z kryjówek w ściółce, gdy przez kilka kolejnych dni słupek rtęci utrzymuje się w okolicach 5-7°C, dlatego to, kiedy zaczyna się i kończy sezon kleszczowy, zależy dziś bardziej od pogody danego roku niż od daty w kalendarzu – aktywne osobniki zdarzają się już w marcu, a w łagodne zimy nawet w lutym. W praktyce nie ma więc „bezpiecznego” miesiąca, są tylko okresy większego i mniejszego ryzyka.

Dwa szczyty: wiosna i jesień

Pierwsza, najsilniejsza fala przypada zwykle od końca marca do czerwca. Pasożyty, które przetrwały zimę, są wygłodniałe i wyjątkowo aktywne, a do tego ludzie coraz częściej wychodzą w teren – ekspozycja rośnie po obu stronach. W upalne, suche dni lipca i sierpnia aktywność chwilowo słabnie, lecz nie znika; wystarczy kilka dni po deszczu, by kleszcze wróciły do gry. Drugi wyraźny szczyt to wrzesień i październik – i właśnie wtedy najłatwiej stracić czujność, bo pajęczaki kojarzą się głównie z latem.

Zobacz także:  Jakie metody depilacji są bezpieczne i dozwolone w ciąży?

Miasto pod lupą

Tu pojawia się rzecz, która zaskakuje najbardziej: miejska zieleń wcale nie jest wolna od kleszczy – bywa wręcz bardziej „kleszczowa” niż las. Badania Państwowego Zakładu Higieny wykazały, że w warszawskich parkach, takich jak Łazienki czy Lasek Bielański, ryzyko pokłucia jest bardzo wysokie, a podobne wyniki uzyskano w Poznaniu i Olsztynie. Skąd ta inwazja? Pajęczaki znajdują w mieście wszystko, czego potrzebują – wilgoć, niską roślinność i żywicieli w postaci gryzoni, jeży czy ptaków. Więcej na temat aktywności kleszczy w mieście mówią dane terenowe, według których godzina zbierania na miejskim trawniku potrafiła przynieść nawet kilkadziesiąt osobników. Czasem wystarczy skrawek niekoszonej trawy przy chodniku, by powstało doskonałe stanowisko łowieckie.

Czy wiesz, że…

W stolicy boreliozę przenosi średnio niemal 14% kleszczy pospolitych, a w Lesie Kabackim krętki tej choroby wykryto aż u 42,5% badanych samic. To pokazuje, że miejski kleszcz nie jest „łagodniejszą” wersją leśnego – potrafi być równie niebezpieczny. Dlatego nawet krótki spacer alejką parku zasługuje na tę samą ostrożność co wyprawa w głąb boru.

Zobacz także:  Chirurgia plastyczna a medycyna estetyczna – jaka jest różnica?

Kto i gdzie jest najbardziej narażony

W mieście kontakt z kleszczem dotyczy zwłaszcza kilku grup i miejsc, o których łatwo zapomnieć:

  • Dzieci bawiące się na trawnikach i placach zabaw – kleszcz najczęściej wkłuwa się u nich w okolicy głowy, karku i za uszami.
  • Psy i koty, które po spacerze przynoszą pasożyty prosto do mieszkania.
  • Biegacze i rowerzyści ocierający się o wysoką trawę wzdłuż ścieżek.
  • Seniorzy przesiadujący na ławkach wśród krzewów i klombów.
  • Skwery i osiedlowe trawniki z bujną, rzadko koszoną roślinnością przy nasłonecznionych obrzeżach.

Profilaktyka, o której w mieście zapominamy

Paradoks polega na tym, że przed wyprawą do lasu większość osób pamięta o ochronie, a do parku pod blokiem wychodzi bez żadnego zabezpieczenia. Tymczasem zasady są identyczne. Warto sięgnąć po sprawdzony repelent, założyć jasną, przylegającą odzież, na której łatwiej wypatrzyć intruza, a po powrocie dokładnie obejrzeć ciało – ze szczególnym uwzględnieniem pachwin, zgięć kolan, szyi i miejsc za uszami. W domowej apteczce, niezależnie od pory roku, dobrze mieć też przyrząd do bezpiecznego usuwania kleszczy – najlepiej zestaw z aplikatorem zamrażającym, który unieruchamia pasożyta i pozwala wyjąć go w całości.

Zobacz także:  Jak walczyć z przygryzaniem warg i policzków?

Gdy kleszcz już się wkłuje

Kluczowa jest szybka i prawidłowa reakcja. Pajęczaka chwyta się jak najbliżej skóry i wyciąga zdecydowanym ruchem prostopadłym ku górze, z lekkim okręceniem – gwałtowne szarpnięcie grozi oderwaniem główki. Nie wolno smarować kleszcza tłuszczem, oliwką ani go przypalać; takie „domowe metody” jedynie drażnią pasożyta i zwiększają ryzyko zakażenia. Po usunięciu należy zdezynfekować rankę i obserwować to miejsce przez kilka tygodni. Powiększający się, czerwony rumień to sygnał alarmowy – może zwiastować boreliozę i wymaga konsultacji z lekarzem.

Czujność przez większą część roku

Miasto bywa zdradliwe właśnie dlatego, że daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Kleszcze nie znają pojęcia „końca sezonu”, a ich obecność w parkach i na trawnikach to dziś realny, potwierdzony badaniami fakt. Odrobina rutyny – repelent przed wyjściem, krótki przegląd skóry po powrocie i gotowa apteczka – wystarczy, by cieszyć się miejską zielenią bez nieproszonych pamiątek.

To jest wyrób medyczny. Używaj go zgodnie z instrukcją używania lub etykietą.

Producent/Podmiot prowadzący reklamę ICB Pharma sp. z o.o.


Podziel się

Archiwum magazynu