Naturalne nie zawsze znaczy zdrowe. Jak odróżnić fakty naukowe od marketingu suplementów?

Close up of a person pouring dietary supplements from a bottle i

„Naturalny”, „oczyszczający”, „wspierający odporność”, „pełen antyoksydantów” – takie określenia znajdziemy dziś na dziesiątkach suplementów, napojów i produktów określanych mianem superfoods. Problem w tym, że pomiędzy prawdziwym faktem naukowym a wnioskiem marketingowym potrafi być bardzo duża różnica.

To, że jakaś roślina zawiera biologicznie aktywną substancję, nie oznacza jeszcze, że jej spożywanie zapobiega chorobom, „oczyszcza organizm” albo pomaga schudnąć. Warto więc nauczyć się rozpoznawać, gdzie kończy się nauka, a zaczyna reklama.

1.„Naturalne” nie jest synonimem „bezpieczne”

Jednym z najczęstszych skrótów myślowych jest przekonanie, że produkt pochodzenia naturalnego musi być bezpieczny.

Tymczasem o działaniu substancji decyduje nie tylko jej pochodzenie, lecz również dawka, sposób podania, interakcje z lekami czy indywidualny stan zdrowia.

Wiele bardzo silnie działających substancji występuje przecież naturalnie. Jednocześnie wiele produktów otrzymywanych przemysłowo może być bardzo dobrze przebadanych i bezpiecznych.

Dlatego dużo rozsądniejsze pytanie brzmi nie: „czy to jest naturalne?”, ale: czy istnieją wiarygodne dowody, że działa w taki sposób, w jaki jest reklamowane?

2.Najczęstszy trik: prawdziwy fakt, zbyt daleko idący wniosek

Marketing suplementów bardzo często nie opiera się na całkowicie zmyślonych informacjach. Mechanizm jest bardziej subtelny.

Produkt zawiera substancję, która rzeczywiście wykazuje określone działanie biologiczne. Na tej podstawie powstaje jednak znacznie szersza obietnica.

Antyoksydant neutralizuje wolne rodniki w określonym modelu laboratoryjnym. Z tego można następnie stworzyć hasło sugerujące „ochronę organizmu przed starzeniem”. Roślina wpływa w eksperymencie na określony enzym. W reklamie zaczyna więc „przyspieszać metabolizm”. Substancja wiąże określony związek chemiczny w przewodzie pokarmowym. Po kilku uproszczeniach staje się preparatem „oczyszczającym organizm z toksyn”.

Zobacz także:  ABC suplementów diety

Każde kolejne zdanie może brzmieć logicznie, ale niekoniecznie wynika z poprzedniego.

Prawdziwy fakt naukowy nie zawsze prowadzi do prawdziwego wniosku marketingowego.

3.Chlorofil, detoks i zielone napoje

Dobrym przykładem jest popularny w mediach społecznościowych chlorofil do picia.

Chlorofil jest oczywiście prawdziwym związkiem występującym w roślinach i odgrywa fundamentalną rolę w fotosyntezie. Nie oznacza to jednak automatycznie, że wypicie zielonego suplementu „dotleni organizm”, usunie toksyny, poprawi cerę i pomoże schudnąć.

Co więcej, wiele produktów sprzedawanych jako „chlorofil w płynie” zawiera w rzeczywistości pochodne chlorofilu, przede wszystkim chlorofilinę.

Istnieją badania nad jej działaniem, ale najczęściej dotyczą one konkretnych zastosowań i określonych warunków. Nie są dowodem na istnienie uniwersalnego „detoksu”.

4.A co z superfoods?

Podobnie jest ze słowem „superfood”. Nie istnieje jedna naukowa definicja superżywności. To przede wszystkim określenie marketingowe używane wobec produktów zawierających dużo wybranych składników odżywczych.

Awokado, borówki, orzechy czy fermentowane produkty mogą oczywiście być wartościowym elementem diety. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojedynczemu produktowi przypisuje się właściwości niemal lecznicze.

Jeszcze dalej idą niektóre internetowe trendy. Dobrym przykładem jest pestka awokado. Zawiera różne związki biologicznie aktywne, co sprawiło, że w internecie zaczęto przedstawiać ją jako niezwykle wartościowy dodatek do koktajli.

Zobacz także:  Światowy Dzień Snu 2020 – O roli snu w funkcjonowaniu człowieka

Tyle że obecność interesujących związków chemicznych nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy regularne jedzenie pestki jest korzystne i bezpieczne dla człowieka. To właśnie różnica pomiędzy ciekawym wynikiem laboratoryjnym a praktycznym zaleceniem żywieniowym.

5.Jak czytać informacje o suplementach?

Nie trzeba mieć wykształcenia medycznego, żeby odsiać sporą część przesadzonych obietnic.

Jeżeli produkt ma jednocześnie poprawiać odporność, oczyszczać organizm, przyspieszać odchudzanie, poprawiać sen, skórę i poziom energii, powinna zapalić się lampka ostrzegawcza.

Podobnie gdy głównym argumentem są historie pojedynczych osób zamiast badań albo gdy mówi się wyłącznie o „badaniach naukowych”, nie podając, czego dokładnie dotyczyły.

Istotne jest również to, na kim wykonano badanie. Eksperyment na komórkach, badanie na zwierzętach i randomizowane badanie kliniczne przeprowadzone na kilkuset osobach to zupełnie różne poziomy dowodów.

6.Suplement diety to nie lek

Warto też pamiętać o podstawowej różnicy pomiędzy suplementem a lekiem.

Suplement diety jest produktem spożywczym mającym uzupełniać dietę. Nie powinien być traktowany jako preparat przeznaczony do leczenia chorób.

Nie oznacza to, że suplementy są niepotrzebne. W określonych sytuacjach suplementacja może być bardzo uzasadniona – klasycznym przykładem jest witamina D w okresach niewystarczającej syntezy skórnej czy kwas foliowy w określonych okresach życia kobiety.

Różnica polega na tym, że dobrze uzasadniona suplementacja odpowiada na konkretną potrzebę, a nie na obietnicę rozwiązania kilkunastu problemów jednocześnie.

7.Zdrowy sceptycyzm nie oznacza odrzucania wszystkiego

Drugą skrajnością byłoby uznanie wszystkich suplementów, ziół czy produktów naturalnych za bezwartościowe. To również byłoby błędem.

Zobacz także:  Magnez – pierwiastek życia. Dlaczego warto zadbać o jego odpowiedni poziom?

Wiele substancji pochodzenia naturalnego ma udokumentowane działanie. Część stanowi podstawę leków, część znajduje zastosowanie w żywieniu i profilaktyce.

Najważniejsze jest coś innego: siła twierdzenia powinna odpowiadać sile dowodów.

Jeżeli istnieje kilka niewielkich badań, możemy mówić o interesującym kierunku badań. Jeżeli istnieją duże, dobrze przeprowadzone badania kliniczne, możemy formułować znacznie mocniejsze wnioski. A jeżeli mamy głównie filmiki w mediach społecznościowych i wypowiedzi osób sprzedających dany produkt, warto zachować szczególną ostrożność.

8.Warto zaglądać pod powierzchnię nagłówków

Internet daje dziś dostęp do ogromnej ilości informacji o zdrowiu. Jednocześnie nigdy wcześniej marketing zdrowotny nie miał tak łatwego dostępu do odbiorców.

Dlatego coraz ważniejsza staje się umiejętność zadawania prostych pytań: co dokładnie zbadano, na jakiej grupie, w jakiej dawce i czy wnioski z badania rzeczywiście odpowiadają temu, co napisano w reklamie.

Podobne zdrowotne mity, popularne suplementy i modne tezy analizuję również w cyklu „Zdrowie pod lupą” na blogu Michała Pająka, gdzie staram się oddzielać to, co faktycznie wynika z badań, od tego, co zostało do nich dopisane przez marketing.

Bo w zdrowiu najbardziej wartościowa informacja bardzo rzadko brzmi: „ten produkt działa na wszystko”. Zazwyczaj brzmi raczej: „to zależy – sprawdźmy, co naprawdę wiemy”.

Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem ani indywidualnej porady medycznej.


Podziel się

Archiwum magazynu