Ochota przychodzi w trakcie. Dlaczego pośpiech nie służy bliskości

amara magazynkobiet 1086x679

Jest wieczór, on obejmuje cię od tyłu przy zlewie i oboje wiecie, dokąd to zwykle prowadzi. Ty jeszcze myślisz o jutrzejszym zebraniu i o praniu, którego nikt nie wyjął z pralki. Jeśli w takich chwilach bardziej chcesz się wycofać niż przytulić, nie oznacza to jeszcze, że coś jest z tobą nie tak.

Skąd się bierze ochota?

Przez lata poradniki powtarzały jeden schemat: najpierw przychodzi chęć, potem pobudzenie, a na końcu bliskość. U wielu osób rzeczywiście tak to wygląda. Ochota pojawia się sama, w pracy, w tramwaju albo na widok kogoś w ulubionym swetrze.

Kanadyjska lekarka Rosemary Basson zauważyła jednak, że u wielu kobiet, zwłaszcza w długich związkach, kolejność bywa odwrotna. Jej model z przełomu wieków opisuje pożądanie, które rodzi się w odpowiedzi na dotyk i bliskość, a nie przed nimi. Basson nie uznała tego za usterkę. W jej ujęciu to po prostu inny, równie zdrowy sposób reagowania.

Sama Basson pisała o pożądaniu spontanicznym i responsywnym, czyli takim, które odpowiada na dotyk i bliskość. Szerzej znane stały się te pojęcia dzięki wydanej w 2015 roku książce „Come as You Are”. W praktyce wynika z tego coś prostego. Jeśli czekasz, aż ochota zjawi się sama, zanim partner cię dotknie, możesz czekać bardzo długo. U ciebie może ona po prostu przychodzić później, już w trakcie bliskości, pod warunkiem że ta bliskość zostawia jej trochę czasu.

Czego pary mogą się nauczyć od powolnego masażu?

Dobrze widać to w masażu tantrycznym, który z powolności zrobił zasadę pracy. W salonie Amara Tantric Massage tempo nie jest ustalone z góry: masażystka dopasowuje je do oddechu osoby, która leży, a kiedy oddech się uspokaja, jej ruchy też zwalniają. Prośba o przerwę czy zmianę mieści się w jednym słowie.

Zobacz także:  DO ŁÓŻKA BEZ KONTROLI

Tę logikę łatwo przenieść do domu, bez specjalnych olejków i bez kursu. Pierwsza rzecz to tempo. Większość z nas głaszcze drugą osobę mniej więcej tak szybko, jak ściera się kurz z półki. Spróbuj o połowę wolniej, a potem jeszcze wolniej, aż zacznie ci się wydawać, że przesadzasz.

Druga to dłoń, która nie znika. Masażyści starają się nie odrywać obu rąk naraz: jedna zostaje na ciele, kiedy druga przesuwa się w nowe miejsce. Ciało nie musi wtedy co chwilę zgadywać, gdzie pojawi się następny dotyk, i łatwiej mu się rozluźnić. W domu można to ćwiczyć choćby na plecach, przez koszulkę, zanim ktokolwiek sięgnie po balsam.

Trzecia to dotyk, który nie idzie na skróty. Kiedy każda pieszczota zmierza w jedno miejsce, ciało szybko się tego uczy i zaczyna bronić się z wyprzedzeniem. Kark, ramiona, dłonie czy stopy potrafią dać zaskakująco dużo, jeśli nikt nie traktuje ich jak przystanku po drodze.

Czwarta jest najbardziej przyziemna: ciepło. Zimne dłonie i chłodna sypialnia potrafią zepsuć nawet najczulszy gest. Wystarczy wcześniej podkręcić kaloryfer i ogrzać ręce pod kranem.

Gaz i hamulec

Dlaczego pośpiech tak skutecznie gasi ochotę? Dobrze tłumaczy to model podwójnej kontroli, który pod koniec lat 90. opracowali w Instytucie Kinseya John Bancroft i Erick Janssen. Zakłada on, że w mózgu działają dwa względnie niezależne układy. Jeden reaguje na wszystko, co pobudza, drugi na wszystko, co każe uważać. Instytut Kinseya opisuje je obrazowo jako pedał gazu i pedał hamulca.

Zobacz także:  Pierwszy raz z zabawkami erotycznymi: Porady dla osób, które chcą spróbować nowych doświadczeń

Na hamulec naciskają rzeczy zupełnie zwyczajne: zmęczenie, myśli o jutrzejszych obowiązkach, chłodny pokój, skrępowanie własnym brzuchem. Do tego dochodzi poczucie, że coś musi się wydarzyć, i to szybko. Pośpiech partnera bywa odbierany właśnie w ten sposób, jako oczekiwanie, że zareagujesz od razu. Taka presja potrafi działać jak noga wciśnięta w hamulec do oporu.

Stąd wniosek, który na początku brzmi dziwnie. Często więcej daje zdjęcie nogi z hamulca niż mocniejsze wciskanie gazu. Wolniejszy dotyk i pewność, że w każdej chwili można powiedzieć „poczekaj”, działają właśnie po tej stronie.

Jest jeszcze jeden hamulec, o którym rzadko się mówi. Jeśli każde przytulenie w kuchni okazuje się wstępem do czegoś więcej, łatwo zacząć unikać przytulania w ogóle, żeby nie musieć odmawiać. Pomaga wtedy dotyk, który niczego nie zapowiada: ręka na karku przy serialu albo długie objęcie w przedpokoju bez żadnego ciągu dalszego.

Wieczór, który nie musi do niczego prowadzić

Na początku lat 70. amerykańscy badacze William Masters i Virginia Johnson opisali ćwiczenie dla par nazwane sensate focus, czyli skupienie na doznaniach. Jego sedno brzmi przewrotnie. Na pierwszych etapach partnerzy dotykają się nawzajem, ale strefy intymne i zbliżenie są z góry wyłączone. Liczy się ciepło, faktura skóry i nacisk, a nie to, dokąd wszystko zmierza.

Zobacz także:  Zabawki erotyczne polecane przez seksuologów – intymność bez tabu

Domowa wersja nie wymaga terapeuty. Wystarczy umówić się wcześniej, a nie w trakcie, na przykład: dziś tylko plecy i kark, po kwadransie zamiana, potem herbata i odcinek serialu. Taka umowa ma sens tylko wtedy, gdy obie strony jej dotrzymują, także wtedy, gdy w połowie przyjdzie ochota na więcej. Dopiero ta pewność pozwala hamulcowi puścić.

Przydaje się kilka słów bez cienia oceny: „wolniej”, „tu jeszcze”, „mocniej”, „poczekaj”. Mówione na bieżąco pomagają bardziej niż rozmowa po wszystkim, kiedy łatwo o urazę. Dobrą podpowiedzią jest też oddech. Kiedy staje się dłuższy i spokojniejszy, to znak, że można zwolnić jeszcze bardziej.

Warto się zamieniać i nie oceniać pierwszych prób. Za pierwszym razem bywa niezręcznie, czasem śmiesznie, a ręce same przyspieszają z przyzwyczajenia. Osoba, która dotyka, uczy się zwalniać i patrzeć na reakcje drugiej strony. Osoba, która leży, ma tylko jedno zadanie: zauważać, co czuje, i mówić, kiedy coś przestaje być przyjemne.

Kiedy samo tempo nie wystarczy

Wolniejsze tempo nie rozwiąże wszystkiego. Jeśli ochota zniknęła na długie miesiące i bardzo ci jej brakuje, jeśli bliskość boli albo budzi lęk, warto pójść z tym do ginekologa albo psychoterapeuty, a w sprawach waszej relacji do terapeuty par. Spadek ochoty bywa też skutkiem ubocznym niektórych leków albo okresu po porodzie.

Na najbliższy wieczór wystarczy jednak mniej. Kiedy następnym razem obejmie cię przy zlewie, możesz powiedzieć: „Nie teraz, ale zostań tak chwilę”. I postać tak razem, bez planu na resztę wieczoru.


Podziel się

Archiwum magazynu