(NIE)WINNE SELFIE

Fotolia.com

Fotolia.com

W windzie, w szpitalu, w przymierzalni. Na koncercie, w łóżku i pod kołdrą… Jeszcze do niedawna robienie „słit foci” było domeną nastolatków. Dziś selfie robią wszyscy. Modę na pstrykanie sobie fotek, a następnie upublicznianie ich na portalach społecznościowych można by uznać za nieszkodliwą zabawę, gdyby nie najnowsze ustalenia naukowców.

Krótka historia selfie

Zdjęcie robione samemu sobie nie jest wymysłem naszych czasów – zmianie uległa jedynie technologia. Tę artystyczną formę ekspresji znamy od wieków. Kiedy ponad dwa stulecia temu wymyślono pierwszy aparat przenośny, możliwość wykonania autoportretu stanowiła rozrywkę dla osób zamożnych. Jedną z pierwszych nastolatek utrwalających swój wizerunek w ten sposób była córka cara Mikołaja II, Anastazja. Za pioniera „selfie” uchodzi chemik Robert Cornelius, który w 1839 roku wykonał swój autoportret techniką dagerotypu. Pierwsze zdjęcie „z rąsi” zostało zrobione w 1920 roku przez grupę fotografów na dachu budynku w Nowym Jorku.

Selfie w liczbach

Po raz pierwszy termin „selfie” użyty został 13 września 2002 roku przez australijskiego internautę, który wprowadził to pojęcie w obieg, a ono szybko zaczęło żyć własnym życiem. O tym, jak wielką zrobiło karierę, świadczy ranking wykonany przez tygodnik „Time” z 2012 roku, kiedy to określenie „selfie” znalazło się wśród „10 najmodniejszych słów”, a rok później Oxford English Dictionary ogłosił „selfie” słowem roku. W sierpniu 2014 roku twórcy gry „Scrabble” oficjalnie dopuścili słowo „selfie” do używania w rozgrywkach. Na Instagramie niemal 53 mln zdjęć oznaczonych jest hashtagiem selfie. Według przeprowadzonych badań 2/3 posiadaczy smartfonów używa tych urządzeń do dokumentowania samych siebie.

Potrzeba matką wynalazków

Moda na autoportrety doprowadziła do powstania nowych usług i produktów, takich jak selfie stick, dron i aplikacje do automatycznego poprawiania selfie. Istnieją także miejsca, które wychodzą naprzeciw fanom cyber autoportretów. W jednym z butików Karla Lagerfelda, znajdującym się przy londyńskiej Regent Street, w przebieralniach zamontowano iPady w lustrach do robienia selfie.

Operacja zamiast Photoshopa

Własnoręcznie wykonany fotograficzny autoportret staje się tak potężnym narzędziem autopromocyjnym, że niektórzy dla efektownego selfie są w stanie pójść nawet pod nóż chirurga. Amerykańska Akademia Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej Twarzy opublikowała statystyki dotyczące podejmowania decyzji o poddaniu się zabiegom. Okazało się, że inspiracją dla 1/3 pacjentów do poddania się operacji była możliwość zrobienia doskonałego selfie i pochwalenia się nim na swoich profilach. Ofiarą nowej mody stała się między innymi specjalistka od PR, Triana Lavey, która wydała 15 tys. dolarów na operacje plastyczne, aby lepiej wychodzić na zdjęciach.

Selfie jako jednostka chorobowa

Gdy w zeszłym roku świat obiegła informacja, że American Psychiatric Association zaklasyfikowała obsesyjne wykonywanie autoportretów telefonem komórkowym jako jednostkę chorobową (nazwaną „selfitis”), wiele osób w to uwierzyło. I choć wiadomość okazała się zwykłą kaczką dziennikarską, rozpętała burzę wśród psychologów, którzy zaczęli poważnie się zastanawiać, czy robienie sobie zdjęć i publikowanie ich w internecie faktycznie może stać się niekontrolowanym odruchem prowadzącym do uzależnienia. Jarosław Zabojszcz, psycholog, uspokaja, ale i ostrzega: Spokojnie, do choroby psychicznej to jeszcze daleko, chociaż pewnych dysfunkcyjnych zachowań można z pewnością w określonych wypadkach się doszukać. Na pewno jest to moda. I nie byłoby nic złego w tym upamiętnianiu siebie w różnych miejscach, gdyby nie fakt, że czasami zaczyna to przybierać charakter jednak kompulsywny.

No właśnie. Historia młodego Brytyjczyka, Danny’ego Bowmana, który próbował popełnić samobójstwo po nieudanych próbach zrobienia sobie idealnego zdjęcia, dobitnie pokazuje, że ta pozornie niepoważna moda na selfie niesie ze sobą naprawdę poważne konsekwencje. Nastolatek porzucił szkołę i przez pół roku nie wychodził z domu, wykonując sobie zdjęcia i umieszczając je na portalach społecznościowych. Zajęciu temu oddawał się przez kilka godzin dziennie, zamieszczając w internecie około 200 fotografii. Ciągle niezadowolony z rezultatów, popadł w depresję oraz dysmorfofobię (zaburzenie psychiczne charakteryzujące się przekonaniem o nieestetycznym wyglądzie twarzy lub poszczególnych części ciała), koniec końców – próbował popełnić samobójstwo. Przed tragedią uratowała go matka. I choć przypadek ten to opis skrajności, uzależnienie od selfie stanowi przypadłość zataczającą coraz szersze kręgi.

To ja, Narcyz się nazywam

Rodzi się więc pytanie: dlaczego robimy selfie? Z czego to wynika? Z samouwielbienia? Z potrzeby akceptacji? Niskiej samooceny? Chęci kreowania swojego wizerunku? Kto jest bardziej podatny na nadmierne „selfowanie” – osoby narcystyczne czy te o bardzo niskim poczuciu własnej wartości? A może jedni i drudzy? – Obie tezy niosą w sobie ziarno prawdy. Człowiek z osobowością narcystyczną będzie robił tysiące selfie, zachwycał się nimi, publikował na FB, Instagramie i gdzie tylko się da, łechcząc swoją próżność, przy jednoczesnej potrzebie udowadniania sobie, że „jest fajny”. Czyli z jednej strony wzmacniamy, z drugiej coś udowadniamy. Pamiętajmy, że narcyzm to zaburzenie osobowości, a co za tym idzie – kwestia złożona, niejednoznaczna. Niewątpliwie zgodzę się, że osoby z niskim poczuciem własnej wartości mogą także starać się uzyskać wzmocnienie, poprzez publikowanie swoich wizerunków, w różnych miejscach, z różnymi osobami. Na przykład zjawisko „grzania się w cudzym blasku”: zrobię sobie fotkę z kimś znanym, z celebrytą, pokażę innym osobom, niech widzą, zazdroszczą, zobaczą, że „to mi się udało”. Ale taka fotka może też po prostu nieść przekaz: „spędziłem fajnie czas, udało mi się spotkać gwiazdę i to było fajne” – bez podtekstów, bez prób autoterapii poprzez selfie. Jak to w ujęciu psychologicznym: kwestie zawsze są złożone, wielopłaszczyznowe i nieoczywiste. – Podsumowuje psycholog Jarosław Zabojszcz, po czym dodaje: Pamiętajmy, by nie klasyfikować łatwo i w sposób jednoznaczny każdej osoby robiącej selfie. Może to zwykła zabawa, ale także poważny problem, ukryty pod płaszczykiem słodkiego zdjęcia z dziubkiem na Majorce. Czasem selfie to tylko selfie. Problem zaczyna się wtedy, gdy przypisujemy mu zbyt dużą wartość, a od tego, w jaki sposób widzą nas inni, uzależniamy swoją samoocenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *